Rozwarstwienie społeczne

Kryzys jest albo go nie ma. Parametry rozwoju ekonomicznego wskazują na rozwój bądź zwijanie się gospodarek. Jedni mówią: tendencja negatywna. Inni: idzie ku lepszemu. Póki co „odbija się” sfera makroekonomiczna. Trzeba nieco poczekać, a ludziom będzie się żyło dostatniej. Doświadczenia ostatnich lat, nie tylko polskie, wskazują na brak takiej zależności. Wzrost eksportu, poprawa w zakresie produkcji przemysłowej, nawet wzrost ogólnego poziomu konsumpcji nie przekładają się na realną, odczuwalną poprawę sytuacji ekonomicznej większości społeczeństwa. Szczególnie, jeśli wskaźniki poprawy sytuacji są śladowe. Wg teorii skapywania musi dużo czasu upłynąć, żeby cokolwiek z wypracowanego bogactwa dodarło do szerokich rzesz producentów – konsumentów. Gdzieś się to „po drodze” zatrzymuje. Kanały skapywania o ile w ogóle są, bywają nie drożne. Zauważalna tendencja światowa: wzrost poziomu życia w krajach najsilniej rozwiniętych nie poprawia się. Zróżnicowania pomiędzy dochodami najwyższymi a średnimi czy najniższymi – gwałtownie rosną. Coraz większa pula bogactwa znajduje się w rękach coraz mniej licznej grupy najzamożniejszych. Sytuacja ta dotyczy także Polski. Dlatego odczuwa się społeczny dystans wobec symptomów niewielkiej poprawy sytuacji odzwierciedlonych w makroekonomicznych wskaźnikach. Co my będziemy z tego mieli? Co do nas skapie? Czy w ogóle cokolwiek skapie? Wiele dyskusji odbyło się o pracy elastycznej i umowach śmieciowych, nie zapewniających pracującym szansy na stabilizację życia osobistego czy rodzinnego. Płaca na umowach śmieciowych w wysokości 10 zł i poniżej – to jest temat dla Rządu. Masowość tego zjawiska nie pozwala patrzeć z optymizmem na dochody budżetowe państwa, kondycję ZUS, politykę prorodzinną czy emerytury. Jeżeli w PZU, chlubie RP, na masową skalę stosuje się tego rodzaju formy zatrudnienia /10 zł/godz, 1300 osób przy fluktuacji ok. 35% rocznie/, to co mówić w przypadku firm z kapitałem całkowicie prywatnym. Najgorzej, że gorącym orędownikiem aktualnego stanu rzeczy jest Rząd. Brak przeciwdziałania, wręcz pochwała sytuacji, że „coś” płacą. Oczywiście, wszystko „przejściowo”. Konkurencyjność gospodarki to typowy temat zastępczy. Zasłona dymna zamazująca istotę rzeczy. Dochody obywateli to mniej więcej 1/3 średniej unijnej, podczas gdy wydajność pracy przekracza poziom 2/3 średniej unijnej. Nie ma korelacji pomiędzy wydajnością a dochodami. Gdzieś się to zapodziewa. Stąd nie najlepsze nastroje społeczne. Wysokie bezrobocie, marne szanse na poprawę sytuacji, brak zaufania, że może być lepiej. Nie oznacza to jednak, że nie może być lepiej. Trzeba woli. Politycznej woli obywateli. Politykom jakoś się nie śpieszy. Brakuje determinacji, woli działania, osobistej odpowiedzialności i osobistego ryzyka. Tych cech, które w różnym stopniu, ale jednak miały miejsce w okresie transformacji systemu. 

Posted in Uncategorized

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

Blue Captcha Image Refresh

*