Łazienki zimą
Była silna potrzeba wewnętrzna. Pierwszy raz w tym roku. Zobaczyć, poczuć, zachwycić się Łazienkami zimą. Sobota. Jeszcze zero stopni. Wszystko wokół w otulinie śniegu. Biel i jeszcze bielsza biel. Także pod stopami. Cudnie. Wszędzie. Zamarznięte stawy. Ale liczne, mniejsze i większe przeręble wyrąbane w lodzie. Jest woda, są i kaczki. Mnóstwo kaczek. Na oko widać, że są to kaczki nie tylko tutejsze, ale i gościnnie przybyłe z zewnątrz, z mniej przyjaznych im regionów Warszawy. Tak np. w nieodległym Parku Szczęśliwickim nie ma ani jednej kaczki. Musiały się wynieść, aby przetrwać. Nikt nie pomyślał, by udostępnić im choć mały akwen wodny w zakutych lodem jeziorkach. W Łazienkach miejsca starcza dla wszystkich chętnych. Także dla wszelakiego ptactwa niepływającego. Wszędzie ruch i nadzwyczajna życzliwość ludzi dokarmiających wszystkie stworzenia. Brakowało tylko wiewiórek, stale zamieszkujących w Łazienkach. Prawdopodobnie gdzieś spokojnie drzemały. Orzechy wróciły do domu. Sobota była ostatnim dniem śnieżnej, skutej lodem, przepięknej zimy w Łazienkach. Już wczesnym popołudniem zaczął prószyć śnieg, który z czasem został zastąpiony przez deszcz. Temperatura zaczęła się podnosić. Dzisiaj, tj. w poniedziałek, śnieg w Warszawie gdzieś się zapodział. Było go tak dużo, ale zniknął. Pozostały strumyki wody i większe bryłki nie stopionego lodu. Aby do wiosny. Zimy w tym roku mieliśmy tyle. ile potrzeba. Niech ustąpi urokowi kolejnej pory roku. Wszak żyjemy w klimacie umiarkowanym, a pór roku jeszcze mamy cztery.
Leave a Reply